Jak sami szkodzimy naszemu zdrowiu?

0
42
Jak sami szkodzimy naszemu zdrowiu?

Z ziarna kiełkuje roślina, ale tylko wtedy będzie silna i zdrowa, kiedy poświęcimy jej swoją uwagę. Regularnie podlewamy i dbamy o jej wzrost odpowiednio zasilając glebę. Najlepiej zgodnie z naturą. Energia. Bez niej nic się nie wydarzy. Analogicznie jest w naszym życiu. Gdy mamy zdrową odżywczą dietę rodzi się pozytywna energia. Wyzwala aktywność. To potrzeba wymiany energii. Jak w taoistycznej teorii Yin i Yang „co się unosi musi opaść”. Jednym słowem każdy nadmiar potencjału energetycznego musi zostać uwolniony. Niedobór. Spowodowany brakiem odpowiednich składników, kiedy nasza dieta obfituje w produkty wysokokaloryczne i mało odżywcze o niskiej wartości energetycznej nie daje szans na uwolnienie aktywności. Natomiast nadmiar niezużytej energii w postaci pustych kalorii, prowadzi nas do szybkiej nadwagi, a tym samym do problemów zdrowotnych. Niespalone kalorie i niewydalone toksyny zalegają w naszym organizmie i zaczynamy chorować. Kropka!

Kiedyś z początkiem wiosny, pewnej pięknej słonecznej niedzieli wybrałem się z moim psem na spacer do lasu. Odwiedziłem najczęściej uczęszczany w mojej okolicy górski szlak. Wypełniała mnie ogromna radość z nadchodzącej wiosny i budzącego się do życia bogactwa natury. Zielone, soczyste liście wychylały się z pąków. Zapach lasu upajał swoją świeżością i pole energetyczne napełniało mnie przenikliwą, subtelną wibracją. Słońce! Ciepło. Jakże ja na was czekałem. Ku wielkiemu zdziwieniu wcale nie spotkałem wielu spacerowiczów. Byłem zaskoczony tak niską frekwencją… mój pies wręcz przeciwnie

Po południu zapukał do mnie sąsiad z pytaniem czy podjechałbym z nim po zakupy do supermarketu budowlanego, ponieważ ma niesprawny samochód. Pogoda bez zmian. Piękny słoneczny dzień. Oczywiście parking pełen samochodów. Kilka rund zanim znaleźliśmy miejsce. Gdy weszliśmy do środka. Odjazd! Jak na koncercie Rolling Stones. Tłumy. Tłumy. Tłumy! Panowie, panie, dziadkowie, rodzice z dziećmi w wózkach paradujący między świetlówkami, dywanami… Unosiła się upajająca woń plastiku, spalonej gumy, chemikaliów i wielu innych niezidentyfikowanych zapachów azjatyckich opakowań.

Chwila zadumy. Współczucie. Żal. Szczególnie wyginających się w koszykach dzieci. Jakie korzyści wynosi taki mały bajtel ze spacerku po supermarkecie? Niedzielne popołudnie. Na zewnątrz pogoda marzenie. Wewnątrz. Promocja! Kup z gazetki. Tylko dzisiaj. Ręczniki frotte Tak uwielbiany przez tłumy slogan. Las nie przyciąga nas promocjami. Piękno. Przyroda… nuda. Lepiej pooglądać super kosiarki, zmywarki i inne tam pieprzoty

Aktywność w obecnych czasach to głównie spacer z parkingu do sklepu. Poprzez labirynt regałów w sztucznym świetle jarzeniówek. Prosto do baru. Kebab. Hot Dog. Zapiekanka. Pizza. Bogactwo witamin Nie zdziwię się, kiedy pewnego dnia supermarkety wprowadzą alejki wyposażone w lampy emitujące światło UV jak w solarium. Sąsiad zapyta: ohh, jaka piękna opalenizna. Gdzie byłeś na wakacjach? Wiesz chodzę codziennie do Tesco na zakupy. Zrobili specjalne alejki do opalania. To tylko kwestia czasu Apropos… już spotkałem się z czymś podobnym w pewnym kompleksie basenowym na Bawarii… na zewnątrz świeciło słońce, ale materace w środku pod sztucznym światłem UV były pełne! Szok…

Mieszkam w miejscowości, która ma ok. 180 000 mieszkańców. Maszeruje często rano ok. 6:30 na najbardziej popularny szlak. Spotykam w zasadzie maksymalnie podczas godzinnego marszu 2 do 3 osób. Czasem nikogo! W poczekalni do laboratorium analitycznego już od 6 rano w szpitalu wojewódzkim kolejka… jak stąd do Nowego Jorku. Towarzystwo mieszane… starsi i młodsi. Średnia wieku ok. 40 lat. Wierzcie mi to nie są badania okresowe.

Kolejna refleksja. Spacer do Ikei. Coś niezwykłego. Tłumy z kas obwieszone siatkami lub z pełnymi wózkami biegną prosto do „hot dog klubu” Są nawet mistrzowie, którzy wciskają w siebie po trzy, cztery naraz! Oczywiście przy „wiaderku” pysznej coca coli. Kiedyś zmierzyłem czas takiego lunchu. Pewne małżeństwo załatwiło sprawę w niecałe 6 minut… po trzy hot dogi łącznie z kubłem coli na głowę! Cóż za zdrowe połączenia. Smak. Cukier… od którego jesteśmy uzależnieni. Wepchnięty wszędzie, gdzie tylko to możliwe. W bułce, parówce, ketchupie i coli. Łącznie jakieś pół szklanki…

Pytanie. Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedz jest bardzo prosta. Brak edukacji. W domach. Szkole. Profilaktyka. Kogo ona interesuje. Zaczynamy o niej mówić jak jest nowotwór albo po udarach! Nabijamy kieszenie korporacjom mamiących nas korzyściami w postaci udziału w konkursach, zdrapkami i wszelkiego innego rodzaju ułudami. Nie mówią tylko o korzyściach, jakie niesie ze sobą spożywanie tych pompowanych substancjami konserwującymi i ulepszaczami smaku produktów.

Żyłem podobnie. Kiedy zachorowałem, zmieniłem dietę i przekonałem się, że bez regularnej aktywności nie mamy szans na zdrowie. Rozproszony umysł łatwo ulegał pokusom! Dotleniony i odprężony jest silny i skupiony. Motywacja. Wtedy wzrasta jej siła i stajemy się uważni. Radość życia blisko natury daje nam poczucie spełnienia. Tlen. Odkwasza. Jesteś mniej sfrustrowany. Rodzi się zupełnie nowa świadomość. Telewizja. Reklamy. Seriale. Wiadomości. Przestajesz oglądać. Powodzenia!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here